czwartek, 22 września 2011

Klasy, śmieszności i dzieciaki.

Nie pamiętam, abym się w Polsce tyle uczyła i ależ owszem, tutaj czuję się kujonem. Kolejna dosyć dziwna różnica. Nasi nauczyciele kochają robić sprawdziany z tysiąca kilometrów materiału w podręczniku, a tutejsi robią je CO TYDZIEŃ. Co się z tym wiąże? Musisz być na bieżąco. Nie dość, że non stop powtarzasz, to jeszcze nie robisz sobie zaległości. Pamiętam jak kiedyś miałam w Polsce sprawdzian z historii Z POŁOWY podręcznika. Nie zapomnę też tego, jak kilka razy z rzędu siedziałam do 5 rano z biologią, bo miałam sprawdzian albo próbną maturę. I też nie umyka mej uwadze to, że pomimo, iż uczyłam się tyle godzin, nigdy do maksa nie brakowało mi 1,5-2pkt., a tutaj tak właśnie jest. Notabene osiągnięć szkolnych.. ostatnio miałam napisać na historii list jako imigrantka w 1900r. Nawet nie wiecie jaka byłam z siebie dumna, kiedy Lisa sprawdziła mi go i powiedziała, że znalazła tylko dwa błędy! (Źle dobrany przymiotnik i brak jednego przecinka. Tak moi mili, powoli kminię, gdzie w angielskim stawia się przecinki! :-D) Poprosiłam ją o poprawienie błędów i od razu zaznaczyłam, że zapewne jest tam ich mnóstwo, na co ona po przeczytaniu stwierdziła "Ale tutaj nie ma co poprawiać." To był szok, zero błędów gramatycznych! Otrzymałam A, 35/35pkt. i komentarz "excellent letter", hihi. :-) Potem na lekcji zacyniłam, bo wiedziałam, gdzie jest Tunezja (haha), czyją była kolonią i jaka wiara dominuje. Dziwili się, że wiedziałam o wojnie secesyjnej, a kiedy im powiedziałam, że polska podstawa materiału obejmuje historię Polski i świata, to byli pod wrażeniem. Ze sprawdzianu z historii mam 24/26pkt., z Senior Studies za dwa projekty dostałam double A, hejhoo!
W szkole jest tyle śmiesznych sytuacji, że aż zaczęłam je notować. Kilka z nich:

(Senior Studies)
Ms. Schneider: In collage is cool to be weird.
Chłopak za mną: Do you wanna bananna or...?
*nagle zapadła cisza w klasie*

Nauczycielka uczyła nas jak wypisywać czeki i tabele salda konta, Kyle poszedł do tablicy pokazać jak się to robi i napisał: "pay to the order of flee farm" HAHAHA. Potem poprawił na "fleet farm". Myślałam, że pęknę ze śmiechu. Pewnego razu Aaron został przyprowadzony przez ochronę do klasy i niestety nie miał pass, więc Ms. Schneider była zmuszona do napisania skargi do sekretariatu, a brzmiała ona następująco: "Aaron przyszedł na lekcję bez pass, a Kyle Coenen powiedział "cześć". xD Na angielskim mieliśmy napisać historię bez użycia prepositions i Tommy napisał cudowne opowiadanie: "Tony has a beautiful car. Tony drives fast. Car is red. " I tego typu mądre zdania. Nie wiem czemu, ale głos tego chłopaka i usposobienie zawsze przyprawiają mnie o ból brzucha powodowany śmiechem. (Na hiszpańskim siedzi na podłodze za mną, bo nie ma dla niego ławki, haha.) Bardzo pozytywny jest. Ostatnio nalewaliśmy się z nauczyciela od hiszpańskiego i uwydatnialiśmy różnicę między angielskim "bicycle" a hiszpańskim "bicicleta". xD Na angielskim jest 20 osób, a w tym tylko 4 dziewczyny i moim szczęściem największe młotki siedzą obok mnie, a potem zawsze, gdy nauczycielka coś mówi, kiedy my piszemy cokolwiek, to podnoszę głowę w górę, by sprawdzić czy przypadkiem nie jestem przez nich w kłopocie. Pomijam fakt, że powoli stają się moimi fanami, bo ostatnio rozwalili pół lekcji tylko dlatego, że próbowali wyciągnąć ode mnie, co słychać, a ja próbowałam nie reagować i grzecznie słuchać nauczycielki, ale średnio mi to wychodziło, kiedy 30cm obok nadawali o tym, jakie to moje buty są wysokie, jak ja mogę na nich chodzić, czy jestem modelką i czy w Europie/Polsce/mojej szkole inni też się tak ubierali, bo tu jestem jedyna. Są tak postrzeleni, że aż poprawiają mi humor. ("Ms. Tetzlaff zauważyła Pani, że wszyscy w klasie mają żółte zeszyty?" Tylko, że ja mam czerwony, więc jakie wszyscy?) W środę mieliśmy dzień starców i uczniowie mieli przebrać się za starych ludzi. Layson oczywiście się wyłamał, bo nie był w stanie aż tak poświęcić swojego image, aby założyć na głowę siwą perukę, ale Jacob pobił wszystko i wszystkich. Przyszedł do szkoły w sukience i miał biust. Jak go zapytałam czy zaaplikował implanty i zmienił płeć, to się oburzył i powiedział, że ma biustonosz! (to była prawda) Do tego miał siwą perukę po ondulacji i okulary, pomalowane oczy i usta, hahaha. Na kinesiology, kiedy zrobiło się cicho, usłyszeliśmy jakiś szum i jeden chłopak stwierdził, że to przez specjalne szpary w suficie, a cała klasa twierdziła, że przez wentylatory, na co ten wstał, podszedł pod jeden z nich, rzucił długopisem o sufit i kiedy nic się nie stało, stwierdził, że "nie, to nie jest wentylator", HAHAHA. Oni naprawdę są nienormalni. Zdjęcia szkoły:

Algebra

(dwóch moich ulubieńców. Cody szalony TRASH i żółty footballista!)




 (Mr. Funk w tle)

Angielski





Kinesiology

(Caleb, Isabell, Mandy i z tyłu piękny Benio)



(zwróćcie uwagę na te papierosy, haha)


Historia






(jeśli kiedykolwiek narzekałam na wielkość polskich podręczników,
to przepraszam, cofam to!)

Hiszpański



Zapomniałam zrobić zdjęć klasy od biologii.

W końcu zaczęłam ubierać się jak ja. Tak, powróciłam do szpilek i "stop bluzom i wszystkim luźnym rzeczom" stylu. Jaki odzew ze strony Amerykanów? "Kocham Twój styl", "Ubierasz się bardzo kobieco!", "Jesteś modelką?", "Jak Ty to robisz, że tak chodzisz na takich butach?", "Podziwiam Cię, ja już dawno złamałbym/abym kostkę". Nawet ostatnio nauczyciel wfu (Mr. Schmidt potocznie nazywany Mr. Shit, który jednak mnie nie uczy) zaczepił mnie na korytarzu na pogawędkę o obcasach. Student counselor jest moją fanką i na początku roku dzień w dzień wypytywała mnie, kiedy zacznę przychodzić do szkoły w obcasach, a dyrektor szkoły dzisiaj pochwaliła mnie za chód. Miło z ich strony, w Polsce byłam obcinana z góry na dół. :-) Na lotnisku w Chicago od razu po wyjściu z samolotu zaczepiły mnie trzy osoby i zaczęły podziwiać/chwalić/gawędzić o moich butach i tym jaka to jestem szczupła.
W środę kupiłam sobie ciuchy z logiem szkoły. Niestety musiałam to zrobić, nie byłabym sobą. Oczywiście co? Rozmiar L w dziale DZIECIĘCYM. (dział dziecięcy to wiek dzieci od 2-10lat, pozdro dla mnie). Poprosiłam panią, aby zamówiła mi spodnie do bluz i białe koszulki (kupiłam szarą, ale niezbyt mi się podoba, nie lubię szarego). Przed wyjazdem będę musiała zaopatrzyć się z długopisy, smyczki itp. gadżety. Wahałam się nad kupnem PIDŻAMY z logiem mojej szkoły, no ale... nie śpię w piżamach. xD Kupię sobie na zimę szalik i czapkę. Mam nadzieję, że dowiozą na kolejne sezony bluzy z nazwą danego sportu, bo samo "Shiocton Chiefs" średnio mnie satysfakcjonuje, kiedy pół szkoły chodzi w dresach "Shiocton Chiefs Football/Basketball/Softball/Voleyball". W środę na kinesiology poszliśmy na salę pograć w kosza i Layson zacynił. Czyste rzuty do kosza i "woow, grasz w kosza?", "nie, miałam wf z chłopakami i chodziłam z koszykarzami do klasy". W ogóle mój kochany Mr. Benio jest kłusownikiem! Już go nie lubię. Swoją drogą Shiocton jest sławne z polowań. A co do pana murzyna z kolcem w uchu, który śmieszy mnie ze swoim przyjacielem żółtym.. w niedzielę byliśmy na obiedzie w restauracji i spotkałam go. Pracuje tam jako kelner. W środę przyszedł do szkoły ze starą walizką podróżną. W ogóle śmiesznie było chodzić między tłumem młodych staruszków, bo dzieciaki pozabierali dziadkom kule i BALKONIKI, i zasuwali z tym po szkole, haha. To było przerażające.
Dzieciaki (1/5 młotków) chciały zdjęcie:

(przygotowanie)

(Ana, zrób zdjęcie!)

Z soboty na niedzielę spały u nas dzieci Ashley, Parker i Reagan. Ile wrzasku i bałaganu było w domu, to brak słów. Nie wiem, jak tego dokonałam, ale nie zwariowałam, a do tego zaskarbiłam sobie uwielbienie maluchów (4 i 2 lata). Kiedy tylko szłam na górę, zaraz powstawał wrzask pt. "Aniaaaaaa, where are you?!"





(Nikt z rodziny przez rok nie mógł tego ułożyć. Ja ułożyłam w 10min.
Lisy komentarz: "Bo Ty wiesz, jak zamki wyglądają, widziałaś je!"
Dave: "A może po prostu ma lepszą wyobraźnię przestrzenną?"
Parker: "Tak, ma lepszą wyobraźnię!")

Jeszcze muszę dopisać notkę na temat Labor Day, bo zapomniałam o spotkaniu integracyjnym z wymieńcami CCI. Kilka śmiesznych rzeczy było (pomijając fakt, że zatrułam się papryką). Dziś przeżyłam szok w szkole, ale o tym napiszę po homecoming, bo Emily ma mi przesłać zdjęcia sprzed lat, gdyż dziś nie zabrałam ze sobą aparatu do szkoły i ominęła mnie super okazja do sfotografowania różnic między U.S a PL. To było naprawdę coś! Następną notkę dodam pewnie w niedziele. :-)

sobota, 17 września 2011

Nowości; oceny, sesja, konie.

Jaki był miniony tydzień? Ciężki. Zastanawia mnie jedno. Dlaczego monotonia, która tu jest (codziennie te same lekcje w porównaniu z różnorodnością planów w Polsce wydają się być nudne) nie powoduje u mnie niechęci do szkoły? Nie dość, że chętnie do niej chodzę, to jeszcze pokuszę się na stwierdzenie, że prawie nie mam stresu. Tu nie jest tak jak w Polsce, że nauczyciel z reguły jest tylko po to, aby Ci pokazać, że nie umiesz i udowodnić, że nic się nie uczysz. Tutejsi nauczyciele są dla Ciebie i gdy nie rozumiesz, spokojnie możesz o tym powiedzieć, bez obaw, że na następnej lekcji w pierwszej kolejności staniesz przy odpowiedzi pod tablicą. (Odpowiedzi ustne nie mają tu miejsca.) Moje oceny na chwilę obecną rysują się następująco:

Algebra - A
English - A
Kinesiology - A
U.S History - A
Senior Studies - A
Biology - C+
Spanish - A

W poniedziałek miałam test z biologii (35,5/37pkt), a w czwartek test z kinesiology i zdobyłam 38/40pkt, najlepszy wynik w klasie. W piątek był test z algebry i napisałam go na 104%, ponieważ zrobiłam ponadprogramowe zadania. Jestem tak z siebie dumna, że musiałam się pochwalić. :-D
W zeszły weekend był u mnie fotograf, zdjęcia są już na internecie, więc mogę wybierać i przebierać. Jest ich 111, a ja nie mam zielonego pojęcia, które wybrać. Oto niektóre z nich:








Jeździłam konno i szczerze mówiąc dziwnie jeździ się w westernowskim siodle. Lisa powiedziała, że skombinuje mi angielskie, jupii! Zabawnie to wygląda, bo jeżdżę angielskim stylem jazdy w westernowskim siodle i są momenty, kiedy konie się buntują. (Nie mam zielonego pojęcia, jak można środkiem krajowej drogi jeździć koniem na LUŹNYCH wodzach, ale naprawdę nie mam tyle zaufania do konia, aby tak puścić wodze, a one nie są przyzwyczajone jeździć na wezbranych i mamy konflikt.)





Byłam na zakupach, musiałam kupić sukienke na homecoming i zgadnijcie, co się stało? No oczywiście, że miałam problem z rozmiarem. Otóż mam tu rozmiar ZERO. Ashley śmiała się, że nie mam rozmiaru. Tak, doprawdy zabawne. Mam rozmiar zero, kiedy występują tu rozmiary pt. 15. Valerie (koordynatorka) powiedziała, że spodnie będę kupowała w sklepie dla dzieci, a ona pokaże mi w którym konkretnie. Śmiała się pytając czy mam japońskie korzenie, bo zazwyczaj tylko Japonki mają tu taki problem. (Japońskich korzeni nie, ale mongolskie..) Kiedy powiedziałam jej, że mam obsesję na punkcie butów, to skomentowała, że Polacy mają coś do butów, ponieważ Dorian (jej exchange kilka lat wstecz) po roku pobytu w Stanach, do Polski wysłał paczkę metr na pół metra, haha. Miał rację, bo nie mamy takich butów, jakie tu są!
Słuchajcie! Nie do wiary! W mojej jakże "ogromnej" szkole w końcu poznałam wszystkich exchange studentów! Otóż we wtorek okazało się, że chłopak z Indii ma szafkę zaraz koło mojej (fajnie, że dowiedziałam się o tym w połowie miesiąca, haha) i w piątek na lunchu poznałam chłopaka z Brazylii. Fantastyczna piątka: Niemcy, Norwego-Japonia (Karolina nigdy nie będzie dla mnie Norweszką, zawsze będzie Japonką), Polska, Indie i Brazylia. W ogóle na Algebrze siedzę obok Amerykanina footballisty, który jest pochodzenia bliżej nieokreślonego, ale żółtego i ma kolegę murzyna, i nie wiem dlaczego, ale mnie to cieszy. xD Ostatnio prawie przejechali mnie na szkolnym parkingu, ale to nic. Potem na korytarzu tak po prostu zaczepili do rozmowy, a ja ledwo powstrzymywałam śmiech. Czarny ma zajebistego kolca w uchu. W ogóle ilu chłopaków ma w nich kolca! Balsam dla mojego oka, ponieważ w Polsce mi tego brakuje troszkę. :-)
Z racji tego, że chcę zdobyć z angielskiego kolejne A, to muszę przeczytać trzy książki. Pozdro dla mnie i moich ambicji. Teraz może coś o siatkówce. Każdy trening trwa dwie godziny i nie wygląda to tak, jak w Polsce, że stajesz pod siatką i grasz do bólu. Trenerzy dają naprawdę wiele ćwiczeń, w których rotacja zawodników nie ustaje! Jest to tak męczące, że nawet ja wymiękam. (ta, która zawsze z wfu wracała z suchą koszulką) Ostatnio nawet złapał mnie skurcz w stopie i myślałam, że dwa środkowe palce mi pękną. To było okropne. Po półtorej godzinnym treningu trenerka kazała nam iść na bierznię i dostałyśmy 800m do przebiegnięcia. Potem z powrotem na salę i dalej ganianie za piłkami. Zmęczona wróciłam do domu i prosto do książek. W czwartek była u nas militaria! Nawet nie próbowałam się dopchać do stolika, bo groziłoby to zmiażdżeniem między podekscytowanymi przedstawicielami płci brzydkiej, ale nie powiem, że nie zrobiło to na mnie wrażenia.


Cofnięcie w czasie; Labor Day.

3/9/2011
Widziałam amiszowski powóz i konia przywiązanego do słupa przy supermarkecie, a Lisa widziała młodego Amisza i niby przechodził obok nas, paląc papierosa (nie wolno mu przecież!), ALE JA GO NIE WIDZIAŁAM. Nie wiem, co wtedy robiłam, nie wiem, gdzie patrzyłam, ale taki okaz przeszedł koło mnie, a ja nawet nie zwróciłam uwagi, grrr! Oczywiście nie mam zamiaru poprzestać na tym incydencie. Jacyś Amisze mieszkają 2h drogi stąd, więc może będziemy mogli tam pojechać? Lisa w to lato oddała jednego konia pod ich opiekę, aby nauczyli go powozić, więc może zechce oddać drugiego? :-D Kate śmieje się z Lisy, że ona mogłaby być Amiszką, bo jest pracowita, na co ona sama mówi, że nie ma sprawy, ale gdyby używali pryszniców, a nie wanien! I, że nie potrafi zajmować się ogródkiem ani bydłem, a Amiszki muszą to robić.
W ogóle Lisa próbowała mi tłumaczyć, że Dave kupił trucka od jakiegoś byłego żołnierza, który swego czasu został wysłany na wojnę i miał jakiś wkład w zabójstwo Husajna, czy to on mógł go zabić, bo mówiła coś o naciśnięciu jakiegoś guzika.. Piszę tu o tym tylko dlatego, aby za kilka miesięcy sobie o tym przypomnieć i poprosić Lisę o ponowne wytłumaczenie, bo nie ukrywam, że intryguje mnie ta sprawa. :-D
W sobotę byliśmy również na kolacji (ja bym to nazwała obiadem, w końcu była 16...) u Mirandy, córki Dave'a, która niestety nie mogła przyjechać w poniedziałek do nas. Dobra to był mój drugi szok. Pierwszy, kiedy zobaczyłam, że przy ziewaniu nie zatykają buzi i gdy bekają nawet nie mówią przepraszam! Nadal mam problem z powstrzymywaniem śmiechu w takich sytuacjach. Drugi szok był, kiedy zobaczyłam, co robią z kapustą kiszoną. Otóż sięgają po super bezsmakową hot-dogową bułeczkę, wkładają doń kiełbachę, na to kładą cebulę lub do środka pod parówę wkładają żółty ser, polewają to ketchupem i musztardą lub wersja druga jest taka, że biorą bezsmakową bułkę, do środka kiełbasę, a na to KAPUSTĘ KISZONĄ! Oprócz tego na talerzu mają jeszcze kukurydzę i tutejsze ziemniaki (nie są jak nasze tłuczone tylko kroją je w plasterki i w jakimś sosie topią lub robią z nimi coś innego, ale nie sprecyzowałam jeszcze, co dokładnie. W każdym bądź razie nie są to talarki, bo są miękkie!) Dobre to jest. Lepsze niż nasze tłuczone ziemniaki, które są suche. Miranda ma psa, którego imię zwaliło mnie z nóg. Brewtus, ale czyta się Brudas.. Nie omieszkałam im powiedzieć, ze w PL oznacza to brudnego człowieka i mieli z tego niezłą zabawę. Naprzeciwko była wielka impreza, chyba z 30 aut stało na trawniku, a taki hałas w domu robili, że my naprzeciwko słyszeliśmy przez otwarte okno, jak się drą i co mówią. Dave powiedział mi, że mam do nich iść i powiedzieć, że nie słyszymy własnych myśli, haha. A! Uczyli się polskich słów i "polish talerz", już nie chciałam im tłumaczyć, że to prawie brzmi jak polskie "poliż talerz". Dave jest ucieszony, bo wie, że je na "stół". Krzesła już nie potrafi wymówić, kiedy próbował, wychodziło jakieś "tseslo". :-) No i Lisa na Dave'a mówi "brudas", kiedy ten wraca z pracy, haha.
Lubię, kiedy opowiadają mi rodzinne historie. Mam wtedy bardzo dużo śmiechu. Są bardzo weseli. Lisa z zachowania, usposobienia i poglądów przypomina mi moją mamę. Też w sklepie robi porządek, jeśli coś leży nie na miejscu, ostatnio robiła porządek z koszykami, bo jak stwierdziła "jeśli inni nie myślą, to ja i Twoja mama musimy myśleć za nich". Płakałam ze śmiechu, jak opowiadała mi, że kiedy remontowali nowo kupiony dom (ten, w którym obecnie jesteśmy. Po kupnie wywalili z niego wszystko i zrobili po swojemu. Pierwotnie do mojego - a wcześniej Cassie - pokoju wchodziło się przez okno, hahaha!) mieszkali w czymś na kształt budek campingowych i w jej i Dave'a budce była mała dziura w podłodze i oczywiście wszystkie komary w okolicy znajdowały tą dziurę i wlatywały im do środka, HAHAHA. Przez jakiś czas próbowali je ignorować i chowali się pod kołdrą, kiedy Lisa w końcu nie wytrzymywała i skakała po ścianach niczym ninja, zabijając ile się da. Ale zaraz pojawiały się nowe.. :-) Drugim śmiesznym przypadkiem jest usposobienie Bradleya i Mr. T. (nasze pieski cudowne..) O 1, 2, 3 lub 4 rano dochodzą do wniosku, że potrzebują wyjść i drapią łapą w ścianę (sypialnię Lisy i Dave'a.) Lisa wstaje, wypuszcza je i czeka 10 minut, otwiera ponownie drzwi i czeka aż wrócą, na co one karcą ją miną w stylu "phi, chyba sobie żarty urządzasz" i dalej siedzą na zewątrz. Lisa wraca do sypialni, siada na łóżku, przykrywa się kołdrą, nie mija 5 sekund i... słychać drapanie w wejściowe drzwi. :-)







Wiecie co jest śmieszne? Od kiedy Mr. T przestraszył mnie swoim mokrym nosem, a ja piszcząc wyskoczyłam z krzesła, od wtedy biedny się mnie boi. Tak, pies ważący 102kg boi się 44kg Laysona.

5/9/2011
Labor Day, czyli wolne od szkoły. Amerykanie świętują zakończenie i ostatni dzień wakacji.

9/9/2011
Czas mija, jest coraz pewniej, weselej i śmieszniej. Nie powiem, że nie ma stresów. Od razu wyprowadzę Was z błędu, że to nie jest tak sielankowo, jak się wszystkim wydaje. Klasówki wcale nie są takie proste, kiedy nie rozumiesz kluczowych słów. Dziś miałam test z algebry i wszystko było ok dopóki liczyłam, a kiedy przyszła kolej na zadanie prawda/fałsz... tu pojawił się problem, bo regułki, które miałam wklepane na blache, nie pokrywały się z tym, co było napisane na kartce. Nauczyciel zmienił kolejność słów, pozamieniał zdania i zgłupiałam. Mam 2/4pkt, nie jest aż tak źle. Reszta powinna być bezbłędna. Tego samego dnia miałam także quiz z biologii i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że chłopak przede mną namieszał w fokusie i potem nie mogłam dobrze sfokusować, nauczycielka musiała mi pomóc, a wiadomo co się z tym wiąże. 100% nie będzie i dupa. Potem podzieliła nas na grupy i losowaliśmy kartki z pytaniami. Mamy 7 osób na biologii i zamiast dać 2 osoby do grupy, w której byłam ja i potraktować mnie jako nie do końca sprytną, trzy osoby były w grupie 100% American i dwie inne grupy po dwie osoby, więc chłopak musiał się męczyć ze mną i tłumaczyć, co drugie pytanie. Najlepsze, że była kategoria "brakująca litera w słowie" i te czopki miały problemy ZE SWOIMI AMERYKAŃSKIMI SŁOWAMI, a ja na czuja lub przy pomocy wiedzy dobrze uzupełniałam. To powinno być dla nich upokarzające, nieprawdaż? Tak, moje ego rozgrzało się w blasku chwały. Miałam dziś pierwszy trening. Wszystko było super, ale niestety ucho zaczęło mnie boleć i nastrój mi się zepsuł. (Nie wiem, co się dzieje, ale nagle wszystko naraz na mnie spadło. Uznaję, że tak po prostu przy początkach jest i może, aby nie było za prosto, jeszcze zdrowie mi troszkę siadło.) Ogólnie było pozytywnie, wszystkie dziewczyny zadawały jedno i to samo pytanie "grałaś kiedyś wcześniej w drużynie?" "nie." "wow, jesteś dobra!". Skromnie powiedziawszy wiem, miałam wf z chłopakami i chodziłam do szkoły sportowej, heloł. :-D Na hiszpańskim jest fajnie i chyba zostanę z tym przedmiotem do końca roku. Wszyscy znów są pod wrażeniem, bo znam 4 języki! (ja bym tego tak nie nazwała, bo na razie biegle znam tylko polski, no ale..) Jestem dobrym materiałem do college. Wiecie, że nie wszyscy mogą iść na studia? Nie dość, że są drogie i większość ze studentów bierze pożyczki, to jeszcze każdy college ma inne wymogi. Na każdy musisz znać jakiś język, nawet wtedy, kiedy chcesz dostać się do prywatnego! Potrzebne jest od 2-4 języków. Kto, by pomyślał, że Amerykanie uczą się języków? Otóż uczą, uwierzcie. Potem cała tabela wymogów notabene semestrów matematyki, historii, angielskiego, science, blablabla, krótko mówiąc wszystkich kluczowych przedmiotów, jakie tylko mają. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że nie jest to wcale takie proste, jak się wydawało. W pewnym sensie cieszę się, że zamieniłam WF na Senior Studies, co nie zmienia faktu, że nadal żałuję, bo mam dodatkowy przedmiot, z którego otrzymuję zadania domowe. Ale chociaż wiem, co i jak ze szkołą w U.S, a nóż mi się to przyda.. (tatoooo... :-)) Dziwne, że w Polsce nikt nikomu nie mówi, jak ma się logować do systemów uczelni, kiedy i jak ma wypełniać papiery, JAK MA SIĘ ZACHOWYWAĆ NA STUDIACH (tak, dzisiaj mrs. Schneider przedstawiła nam Schneider's Tips for College, było naprawdę zabawnie!) Wiecie, że aby zostać tu weterynarzem, trzeba przejść naprawdę długą drogę nauki? Po high school 4 lata szkoły wstępnej, potem szkoła medyczna. Nauka tam i dopiero po skończeniu tego można kierować się na weterynarię. Zajmuje to 12 lat. Lisa dziś skomentowała to tak, że jest to powód, dla którego leczy się u weterynarza, a nie lekarza, bo vet więcej czasu spędził w szkole, hahaha. Aha, zapomniałam powiedzieć. Fajnie, że znam budowę mikroskopu po angielsku, a po polsku nie pamiętam (było to w gimnazjum?!). I tak, tak jest zdecydowanie prościej się uczyć, bo nie muszę przekładać z polskiego na angielski.
Zabawny pan od fizyki, wrzucił naszej pani od angielskiego do kosza walky talky i w środku lekcji, kiedy była grobowa cisza, nagle coś zaczęło skrzeczeć, kiedy Mrs. Tetzlaff grzebała w komputerze. Jeden z żartownisiów stwierdził, że fajnej muzyki słucha, na co ona zaczęła przeglądać okolice biurka i odnalazła mechanizm, po czym zwróciła się do nauczyciela fizyki "You're in trouble", hahaha. Myślałam, że padnę. Chciałam też zaznaczyć, że jestem z siebie dumna. Mamy czytać książkę po angielsku, właśnie dzisiaj wypożyczyłam. Główna bohaterka ma na imię Anya, jest Rosjanką, historia jest o duchach, także coś w sam raz dla mnie. Cała klasa się z tego śmiała. Amerykańskie dzieci miały dziś śmiech z tego, że gdy zapytałam, co na lunch, zaczęli mi tłumaczyć i w pewnym momencie powiedziałam "it doesn't sound tasty..", co skomentowali, że jestem nowa, a szybko łapię, że czasami ohydę serwują. xD
A teraz powiem coś ku nerwom polskich uczniów. Na lekcjach używamy iPodów i notebooków do wyszukiwania informacji na necie, jakiś pilotów do wybierania odpowiedzi A,B,C,D, jeśli na tablicy pojawi się szybki quiz na rozpoczęcie lekcji, a w bibliotece można wypożyczyć notebooka z netem, hm. Jeśli na lekcji nie chce Ci się robić pisemnie notatek, możesz przynieść ze sobą laptopa i notować na nim. Mam jedno zasadnicze pytanie, które pewnie każdy chce zadać. DLACZEGO TEGO NIE MA W POLSCE?! Kredki, brystole, nożyczki, linijki, temperówki, gumki i taśmy - to wszystko jest w KAŻDEJ klasie, uczniowie nic nie muszą ze sobą nosić. Na biurku nauczyciela stoi preparat do dezynfekcji dłoni i każdy może go sobie zaaplikować, kiedy tylko ma na to ochotę! Na pierwszej godzinie lekcyjnej przez 10 minut czyta się gazety, dopiero potem zaczyna się lekcja. Ostatnio spędziłam 3h odrabiając biologię, bo niestety nie rozumiałam praktycznie nic. :-) + potem tłumaczenie historyjki na angielski i 45 zadań z algebry. Amerykanie się nie uczą, tak?

sobota, 3 września 2011

Szkoła i zdjęcia domu.

Dwa dni szkoły za mną, ale ze zdjęciami jestem standardowo w tyle, bo dopiero dorobiłam się domowych. Dodam wszystko pod koniec posta, bo już chyba godzinę siedzę i czekam aż łaskawie się załadują, wtf?!
Jedyne, co mogę powiedzieć na temat amerykańskiego high school to to, że w porównaniu do polskiej szkoły mają bardzo duże luzy! Nie ma ani odpytywania przy tablicy ani niezapowiedzianych kartkówek. Nauczyciele z uczniami mają kontakt koleżeński, wygłupiają się na lekcji, nie ma żadnej pracy z podręcznikiem i samodzielnego robienia notatek! Najpierw mówią oni, potem czytasz Ty, a na końcu są notatki. Wszystko generalnie podają na talerzu i jeśli tylko umiesz angielski, nie ma większego problemu. (Tak, jestem zła na to, że nie wszystko rozumiem, a jeszcze bardziej denerwuje mnie to, że wiem po polsku o co chodzi, zwłaszcza na matematyce i biologii, a nie potrafię tego ująć po angielsku!) Mają o wiele więcej zadań domowych (codziennie) i dużą dyscyplinę, ponieważ w roku szkolnym mogą opuścić tylko 10 dni usprawiedliwionych przez rodzica, a reszta musi być papierkiem od lekarza, za który pewnie płaci się dosyć słono. Jeśli nauczyciel wyznaczy konkretny termin na przyniesienie czegoś, to nie ma zmiłuj się. Spóźnisz się JEDEN DZIEŃ - masz 50% mniej punktów do zdobycia. Spóźnisz się więcej niż dzień - masz ZERO. A że oceny wychodzą im z procentów... każdy punkt się liczy. ;-) U nas przydałoby się takie coś. Połowa nie zdałaby. Na temat przerw szkolnych się nie wypowiadam, bo praktycznie ich nie ma. Mamy 4 minuty na pozbieranie się z miejsca i przejście do następnej klasy, a że korytarze są długie i ludzie plątają się wte i wewte, wcale to nie jest proste szybko dojść do celu. Nie jestem nawet do końca pewna czy da się zdążyć po drodze zahaczyć o toaletę? Jako senior dostałam szafkę na parterze, a większość (przepraszam! wszystkie!) lekcje mam na górze. Czyli nie mam czasu na zejście na dół, zostawienie książki (chyba powinnam powiedzieć, że encyklopedii) i wzięcie następnej, więc muszę targać ze sobą pół biblioteki. Skolioza murowana, mówię Wam, patrzcie na to:


TO JEST MÓJ PODRĘCZNIK DO MATEMATYKI! No masakra. I wyobraźcie sobie jeszcze dwie takie książki (mam szczęście, że do nauki o kościach, historii, hiszpańskiego i tego dziwnego przedmiotu przygotowującego do matury nie potrzebuję książek, bo nie wyobrażam sobie latania z SIEDMIOMA takimi podręcznikami w rękach, gdyż iż ponieważ nie mam serca wieszać ich sobie na ramieniu.) Mam dwie szafki. Jedną podstawową, drugą w szatni. Zrezygnowałam z wfu, ale i tak jej nie oddam, bo niebawem zacznę treningi siatkówki, więc tak czy siak, przyda mi się. Nie jest nowością, że exchange mają problem z otworzeniem combo zamka. To jest istny kosmos! Mam instrukcję przed sobą, czytam, wszystko rozumiem, a i tak to coś się otworzyć nie chce. Chyba połowa okolicznych szafkowiczów zna mój kod. W ogóle jestem pod wrażeniem tego, ile tutejsi uczniowie muszą pamiętać kodów! Dwa kody do szafek, kod na lunch (wbijasz na czytnik swój kod i nabija Ci rachunek na konto), kod na lekcjach (używamy iPodów do wyszukiwania informacji na lekcjach, spoko!), kod do systemu, gdzie nauczycielka historii zamieszcza materiały, więc jak ktoś zgubi, może sobie wydrukować materiały. Jeszcze do tego przecież musisz pamiętać pin do komórki, karty, etc, także.. że mi się to wszystko jeszcze nie pomieszało?!
Mam siedem godzin lekcyjnych, a na siłę wszystkich trzymają do ósmej godziny. ;-/ Niby dobre, bo po pierwsze jest to godzina, na której nauczyciele tłumaczą uczniom to, czego nie zrozumieli (wybierasz sobie przedmiot, na który chcesz iść drugi raz tego samego dnia lub nauczyciel sam Cię typuje), a jeśli nie zostaniesz wybrany i nie jesteś Seniorem ani Juniorem, i nie masz średniej 3,9 (to są same A i B, z tego co się dowiedziałam), musisz zostać w szkole, a skoro już tam siedzisz, to od razu zrobisz zadania domowe, etc. Dla mnie to jest katorga! Chociaż i tak, gdy będę chodziła na treningi, będę je dopiero zaczynała na 9 godzinie lekcyjnej, czyli po 15:10 i w domu będę pewnie o 18.
W szkole jest śmiesznie. Przynajmniej trafiłam na lekcje ze sportowcami, więc wprowadzają fajny klimat. Mieliśmy wczoraj tornado i nagle zrobiło się tak ciemno! Cisza zapadła, wszyscy na siebie spoglądali z przerażeniem, sekretariat nadawał, że osoby z autami, mają natychmiast pozamykać dachy i szyby. Ni stąd ni zowąd lunęło i zapadła noc. :-D Jeden chłopak zaczął wachlować drugiego folderem, nauczycielka spytała, co on robi, a ten odpowiedział, że tornado, hahaha. Na lekcji przygotowującej do diploma nauczycielka pytała wszystkich kim chcą zostać i co robić po high school. Jeden chłopak odpowiedział, że chce być wędkarzem, nauczycielka spytała o zarobki, on odpwiedział, że 2-3tys. $, na co ona "To co Ty złoto będziesz łowił?!", haha. Na wfie poznałam takiego jednego krejzola. Koleś zachowuje się jakby miał ADHD, ale jest tak zajebistą osobą, a taką ciapą przy tym, że nie ogarniam! Na matematyce, kiedy zadzwonił dzwonek (dziwne je mają, takie ciche) i nauczyciel stał przed klasą rozmawiając z kimś, on do niego krzyknął "Mr Funk, you are already late!", haha. Amerykanie mają hopla na punkcie spóźniania. Spóźnisz się na lekcje, to krótko mówiąc masz przerąbane. Za pierwszym razem ostrzeżenie, potem punkty karne, potem telefon do rodziców, a potem jakieś pomieszczenie karne? :-D Nie wiem o co w tym chodzi, ale nie zamierzam się przekonać, bo skoro nauczyciele nazywają to swoim pet peevie..
Wszyscy narzekają na amerykańskie jedzenie, a ja nie wiem, co jest tu tak niedobrego. Może po prostu decyduje o tym różnica stanów i to, że Wisconsin jest baaaardzo podobne do Polski (mają kapustę kiszoną i ogórki kiszone!). Na lunchu ostatnio jadłam bardzo dobre, tak jakby naleśniki, a w ich środku był ser, MNIAM! Wczoraj jadłam hamburgera, średnio dobrego, ale byłam tak głodna, że przebolałam. Frytek mimo wszystko nie ruszyłam, wyglądały i smakowały, jakby były robione w mikrofali, a że oni lubią to urządzenie.. Niespodzianką jest to, że do każdego lunchu są owoce! Ostatnio była sałatka owocowa, wczoraj brzoskwinie z puszki, MNIAAAAM! No i czekoladowe mleko dają w kartonikach, w Polsce też to jest. Lisa gotuje domowe jedzenie, a skoro jem całość, to znaczy, że jest dobre.
Lekka zmiana tematu, zdjęcia mojej górnej części domu:











Czyli krótko mówiąc na swoje posiadanie mam trzy pokoje, łazienkę, garderobę i balkon.
A teraz dół:






Mają bardzo duży dom. Na dole jest kuchnia, salon, sypialnia, przedpokój z kominkiem i schodami na górę, dwie łazienki i pokój dla dzieci + jakieś pomieszczenie gospodarcze, gdzie przebywają psy podczas posiłków. Mają też jeszcze dwa inne domy. W jednym z nich byłam i jest większy od tego, w którym obecnie mieszkamy! Pokój do gier i tym podobne bajery! Wczoraj Lisa mówiła o poprzednim domu, w którym mieszkali przedtem i jest tam 8 sypialni, 4 łazienki i bajery, których nie zapamiętałam, no nieważne. :-P
Kwiaty, które dostałam od Ashley i Erin na powitanie (już trochę zdążyły zwiędnąć):


Dwa razy byłam w Michigan. Dave oglądał nowe auta i za drugim razem kupił czarnego trucka. Lisa mówi, że ma takiego samego białego i proponowała mu przefarbować, ale on oczywiście wolał kupić drugiego i mieć dwa identyczne. W przeciągu 7lat ich związku, Dave kupił 8 (lub teraz 9) trucków. Lisa powiedziała, że w takim razie ona kupuje następnego konia, haha. Idą jeden za jeden. Wesoło jest. Wracaliśmy z Michigan i mówię do Dave'a, że musimy zjechać na stację, bo paliwo zaraz się skończy, na co Dave, że będziemy pchali, a Lisa do niego "nie kochany, to Ty będziesz pchał, a my będziemy tu siedziały". xD Potem jak drugi raz wracaliśmy z Michigan i Dave tankował, a ja siedziałam z Lisą w drugim aucie, śmiałam się z niego, że po co tankuje czy przypadkiem nie chce sobie popchać swojej nowej zabawki? :-D
Kilka dni temu popłakałam się ze śmiechu, kiedy Cassie z Lisą opowiadały mi o tutejszych zwierzętach i trafiło na SKUNKSY! Tak, tu są skunksy, haha. Mówiły, że ktoś rozjechał skunksa na drodze i potem baaardzo mocno śmierdziało tam, a gdy auto przejechało, to wewnątrz zapach utrzymywał się jeszcze długo. Mają niedźwiedzie, kojoty, szopy pracze (moje kochane, zniewolę jednego!), jastrzębie, sępy (jeszcze nie sprawdziłam czy aby na pewno dobrze zrozumiałam nazwę), jelenie, kuny i jakieś tam dziwne cuda. Myślałam, że w Polsce jest dużo zwierząt, ale tu jest ich zdecydowanie więcej. Przynajmniej więcej widzę rozjechanych na drodze.
Wracając na chwilę jeszcze do szkoły. W tym roku w tej małej szkole (bo liczącej tylko 223 uczniów) jest 5 exchange studentów! Myślałam, że będę jedyną, a tu proszę. Jest Niemka, z którą miałam mieć wf, ale obie zrezygnowałyśmy dla tego przedmiotu, co do diploma ma przygotować, Norweszka (która jest Japonką!), chłopak z Indii, ktoś z Brazylii (nie znam jeszcze płci) i gwiazda Layson z Polski. Wiecie co mnie dziwi? Oni wiedzą, gdzie jest Polska! :-O Myślałam, że będą głupsi i będę się przy nich czuła mądrzejsza, a tu nic. Moja nauczycielka z historii była w Krakowie, no spoko! Na lunchu dwie dziewczyny zapytały skąd jestem, ja na to, że z Polski i zapytałam czy wiedzą gdzie to jest, a one "tak! koło Niemiec!", na co moje oczy rozmiarem zawstydziły pięciozłotówki.
Wczoraj byłam u lekarza. Potrzebowałam papierka o tym, że moja sprawność fizyczna i stan zdrowia jest odpowiedni do tego, by rozpocząć treningi w szkolnych drużynach. Trochę durne, bo skoro na wf mogłam chodzić bez tego papierka, to czym się to różni od pozalekcyjnych treningów? Poza tym wypełniałam aplikację i tam były dokumenty od lekarza! Grozi lub groziła mi szczepionka, aczkolwiek Lisa przyszła mi z ratunkiem i w oparciu o moje podróże po całym świecie + papiery, które były potrzebne do zaakceptowania przez U.S, na razie nie jestem zagrożona. Mam 163,2cm i 44,9kg. (Mamo kochana w ankiecie zaznaczyłam, że jesteś osobą, która każe mi więcej jeść. :-))
W poniedziałek (Labor day, pierwszy wolny w tym trymestrze) mam spotkanie u koordynatorki, ma być 60 osób i każda rodzina ma przynieść ze sobą danie zza granicy (wymieńca) i jakieś amerykańskie. Nie mam zielonego pojęcia, co mogę zrobić. Liczę na to, że dostanę tu coś przypominającego polskie produkty, w końcu sporo tu takich. Może zrobimy z Lisą pierogi? (Ona lubi gotować, a ja ostatnio w Polsce spaliłam garnek, gdy gotowałam WODĘ.) Lisa już nawet ściągnęła przepis z internetu! Kochana jest.