piątek, 21 października 2011

Przygotowania do Halloween.

Trochę zbyt dużo sprzeczności we mnie siedzi, ale to nic. Kilka dni temu chyba złapałam pierwszą fazę kryzysu i to nie z powodu, że jestem daleko od domu, bo to mnie średnio martwi, ale dlatego, że utknęłam w środku nicości. Nienawidzę być zależna. Źle to na mnie działa. Standardowo jak dla siebie postanowiłam szybko temu zaradzić. Zaprosiłam dziś do siebie Hannah. Przyjechałyśmy do domu i okazało się, że Cassie przybyła z wizytą, bo Lisa miała migrenę. Pojechałyśmy z nią do Appleton do Halloween Storage i... no i był fun! Boże! W życiu nie widziałam tylu przebrań, nawet w wypożyczalni strojów na karnawał! Nie wspomnę o dodatkach, dekoracjach domu, butach, bieliźnie, etc. Zakochałam się w tym miejscu i nawet nie bolało mnie jak musiałam wypluć z siebie połowę gotówki jaką miałam przy sobie. Oczywiście obie moje karty nie działały. Hanny karta też nie. Nie wiem co jest nie tak, ale gdybym wiedziała, to zabrałabym ze sobą tylko gotówkę. Tu wcale nie jest tak, jak było w San Francisco, że nie chcieli od nas pieniędzy, a kartę kredytową. A może po kryzysie zmieniło się podejście?
Kupiłam fantastyczne stroje i jestem tym przeogromnie podniecona! Chciałam kupić sobie strój seksi zakonnicy i wywołać tym wielkie oburzenie (różańce z krzyżem na pół mojego łokcia wisiały między trupami, haha!), ale z racji dewocji i pruderii w Polsce, po powrocie ze Stanów byłby on bezużyteczny, więc przebolałam fakt i ominęłam outfit szerokim łukiem. Już zadecydowałam, że co roku moje host siostry będą przysyłały mi nowe stroje do Polski i będę je ubierała na karnawał! Podoba mi się tu to, że nikt nie patrzy na Ciebie jak na najgorszą, kiedy ubierzesz wyzywający strój. Każdy wie, że to przebieranki, a w Polsce wiadomo jak to wygląda. Ludzka zazdrość i ograniczenie nie zna granic. Pod tym względem zupełnie nie pasuję do Polski.
Dzisiaj na algebrze po sprawdzianie zrobił się wielki hałas, bo Andrea zaczęła do Codiego mówić po niemiecku i nikt jej nie rozumiał. Poza mną. Myślę, że ona sama nie wiedziała, co mówi, bo kolejność w wielkim skrócie szła na kształt "pieprz mnie, dziękuję". Nie brzmi to jakoś ambitnie, nieprawdaż? Wszyscy pytali mnie, co ona wygaduje, ale skomentowałam tylko, że nie muszą wiedzieć. Nie chcę ich uczyć durnot.
W czwartek powstał mój pierwszy konflikt z amerykańskimi nastolatkami. A praktycznie z jedną blond wyżartą farbą łepetyną. Utleniony kłąb próbował mnie... nie wiem? Skompromitować? Poniżyć? Cholera wie jak to nazwać, ale jedno jest pewne, że laska ma przesrane do końca roku szkolnego, bo nie zamierzam puścić tego płazem. Jak się historia rozwiąże, to napiszę o co poszło. Praktycznie o nic, ale mi do kłótni niewiele trzeba. Uwielbiam się kłócić i poniżać ludzi, więc mam okazję ku temu.
Dzisiaj dowiedziałam się bardzo ciekawych informacji o moim fantastycznym high school. Generalnie cała jego populacja ćpa. I tu wcale nie chodzi o marihuanę. Fajnie, co? Nie miałam o tym zielonego pojęcia, a tu proszę. Wcale nie wyglądają jak ćpuni. Nie wiem, co ze mną jest nie tak, ale non stop, jak nie w Polsce, tak tu, kręcą się wokół mnie dziwne osobniki, gaaasz!
Załamałam się dzisiaj, haha. Nadchodząca zima ma być najzimniejsza z tych, które były tu w przeciągu 10 lat. To jest jakiś cyrk. Dlaczego akurat teraz, kiedy ja tu jestem?! Jeżeli kiedykolwiek powiedziałam, że nie zamierzam nosić emu (a powiedziałam to z milion razy!), COFAM TO! Będę je nosić dzień w dzień, z nadzieją, że chodź trochę odmrożą moje boskie stópki.
Jestem na etapie zbierania się w sobie i przygotowywania na sezon koszykówki, hihi! Po pierwsze w tv, a po drugie mój osobisty, bo mam zamiar dołączyć do szkolnego teamu, to raz. Dwa, że będę miała bluzy i t-shirty ze swoim nazwiskiem na plecach, więc to będzie dopiero lans, ha! :-D (planuję zmienić to na Layson, bo nie jestem jakoś szczególnie dumna z nazwiska, haha.)
Uroczyście oznajmiam, że mam żałobę. Czemu? Moja platoniczna miłość zwana Soulja Boy została we wtorek aresztowana. Cry, cry, cry... Ale chociaż przeprosił palant jeden. Następny ćpun.

Coya po lewej, Bailey po prawej. (moje dwa ulubione)

Słodki grubcio Bailey.

Layson naprzeciw nowego apartamentu pod mostem.

Było może 10 stopni, a patrzcie jak byłam ubrana...

Pole kapusty i zbiory, haha.

Standardowy krajobraz w Wisconsin.


Muszę się pochwalić. Mieliśmy dzisiaj niezapowiedziany quiz na biologii. Co prawda dostaliśmy 10 minut na powtórkę, ale sam fakt, że to tylko 10 minut.. Żadna niespodzianka, że Layson dostał A. I wiecie co? Dostaliśmy słodycze! Tak po prostu z żadnej paki kupę słodyczy. Wiecie co ten quiz spowodował? Patrzcie:


Moje A- z biologii stało się A, jeeej. Standardowo śpię na matmie. W drugim semestrze muszę wziąć wf, och. Nie to, że jestem niezadowolona, ale... na przykład chemia ucieszyłaby mnie bardziej. Nie, nie jestem nerdem. Jestem niepocieszona, bo najprawdopodobniej nie będę mogła przeskoczyć matematyki i biologii na najwyższe poziomy ze względu na to, że seniorzy mają final exams (do diploma potrzebne) i nie będę w stanie napisać na koniec roku tego egzaminu, kiedy w pierwszym półroczu nie miałam danego poziomu, z którego na koniec będę pisała coś na kształt matury? Albo maturę. Nadal jestem niedoinformowana.
Po Halloween zamieszczę zdjęcia boskich strojów, bo szykuje się impreza! Hannah ma zdjęcia ze sklepu, kiedy latałyśmy między półkami. Jutro spotykamy się, aby robić film na senior studies (muszę nakręcić crazy filmik pt. moje wymarzone wakacje, gdzie, za ile, takie tam bzdury). To naprawdę będzie głupio wyglądało, kiedy będę siedziała w pokoju z kartką z napisem AIRPLANE i będę nadawała, że "Właśnie siedzę w samolocie do Australii, potem mam przesiadkę i lecę na Polinezję Francuską!". Zamieszczę to na youtube, tak myślę, haha.
Powoli zaczynam mieć tu fun. Albo mi się tylko wydaje po dzisiejszych zdarzeniach. W końcu zaczęłam się o niego starać. Chcę mieć fun. Takie było moje American Dream i takie będzie. Amen.

AAAAA ZAPOMNIAŁABYM O NAJWAŻNIEJSZYM! DWA DNI TEMU MIAŁAM PIERWSZY ZAREJESTROWANY PRZEZ ŚWIADOMOŚĆ SEN PO ANGIELSKU! Haha to było dobre. Pół snu było po polsku (partia, gdzie widziałam jak Polacy ślą mi e-maile i smsy), a pół po angielsku, gdzie chłopak z mojego hiszpańskiego latał za Karoliną i krzyczał do niej różne śmieszne rzeczy, a między innymi to, aby zapięła rozporek, haha.

środa, 12 października 2011

Jak to się zaczęło, waga, irytacje i śmieszne sytuacje.

W niedzielę pochaliśmy do restauracji, w której, jak to Lisa ujęła, zostałam poczęta bodajże 15 sierpnia, gdyż właśnie tego dnia w tamtym miejscu została podjęta decyzja o tym, że państwo B. chcą przygarnąć exchange studenta i trafiło na mnie. :-D Ku mojemu zdziwieniu była to restauracja podobna to takich, jakie mamy w Polsce. (W Ameryce przeważają bary.) Zjadłam omlet z szynką, pieczarkami i serem (oni do wszystkiego dodają ser!!!) + amerykańską wersją polskich talarków. Osobiście bardziej smakują mi amerykańskie. Kelnerką była kobieta, dzięki której Lisa dowiedziała się o możliwości hostowania i sama ma u siebie dziewczynę z Brazylii. Kiedy Carol przyleciała do Stanów ważyła 106lbs (czyli jakieś 48,1kg), po 6 tygodniach pobytu tu waży 126lbs (63kg). PRZYTYŁA 10KG w sześć tygodni, podczas gdy trenuje siatkówkę i jeździ konno! Hannah przytyła 6kg. Pewnie ciekawi jesteście, jak jest ze mną? Przybrałam trochę, ale nadal widzę swoje kości biodrowe.
Po śniadaniu pojechaliśmy do drugiego domu, gdzie aktualnie przebywają konie. Dave pokazał mi małe kocury, które jeszcze nie otworzyły oczu, a Lisa przestawiła mi kota, który jak był mały, został porwany przez jastrzębia, ale spadł w czasie lotu, więc ma teraz blizne na grzbiecie. Nie ma połowy ogona, bo przejechał mu po nim samochód. Prawe ucho ma nadgryzione, bo walczył z innym kotem. Coś jeszcze z nim jest nie tak, ale nie spamiętałam, za dużo tego było. Tak, nadal żyje i jest zdrowy.

Siedziałyśmy z Lisą w aucie i już miała mnie odwozić, gdy Rory zadzwonił i oznajmił, że jedzie z żoną na Market Days, a potem przyjeżdża do nas, aby zobaczyć mnie osobiście. Tak więc poczekałyśmy na nich. Lisa opowiedziała moje przypadki z zadaniem domowym z Senior Studies, kiedy to otrzymałam jedyne $1527 na miesiąc i miałam się rządzić na wynajęcie domu, kupno i utrzymanie samochodu, naprawy, paliwo, meble, przedmioty codziennego użytku, jedzenie, ubrania, rekreacja, prezenty, kablówka, telefon, internet i milion innych bzdetów, więc nie było zaskoczeniem, że przekroczyłam budżet i brakowało mi pieniędzy na przeżycie! Ustaliłam, że będę mieszkała pod mostem, łowiła ryby, a potem je sprzedawała, bo tak wyjdzie taniej. xD Kiedy wracaliśmy z restauracji przy drodze stał stary fotel, więc powiedziałam Dave'owi, aby się zatrzymał, bo potrzebuję mebli do swego mieszkania, haha. Jakieś 30 minut później przyjechała Kate, a zaraz za nią jej siostra, która szczerze mówiąc jest jakaś niedorobiona. Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale... pierwszy raz w życiu widziałam taki cyrk. Przywiozła ze sobą swoją 6-7letnią córkę i materiałowe siodło doczepiane do regularnego. Czyli z konia zrobiła kanapę, a mała siedziała prawie na ogonie!! Najlepsze jest to, że kobieta praktycznie jeździć nie umie, a uważa się za super jeźdzca, co zresztą pokazała, kiedy Billy stanął dęba, a ona zamiast ściągać go wodzami w dół, ciągnęła go w górę. Przypominam, że dziecko wciąż siedziało za nią. ;-) Nie pojechałam z nimi na "super" przejażdżkę i ominął mnie cyrk z buntowaniem się koni oraz spotkanie z Hannah. Jak się okazało, mieszka niedaleko naszego drugiego domu, haha! Swoją drogą super, ale trochę mnie wkurza, jak ciągle mi nawijają z Karoliną, że może przyszłyby do mnie i pojeździłybyśmy razem konno. Bardzo chętnie, gdyby funkcjonowało tu takie coś jak ujeżdżalnia. Nie chcę jeździć po jezdni, gdzie pocinają auta, bo ani poszaleć ani nic, a ciągle strach, że można wylądować z koniem pod kołami. Więc niech na swoich koniach jeżdżą. (zastanawiam się czy przypadkiem jakaś aspołeczna nie jestem czy coś?) Próbuję się powoli przyzwyczaić i zaakceptować myśl, że Hannah chce do mnie przyjechać w piątek po szkole.

Nie wiem czy to, że trafiłam na zadupie to przypadek czy tak po prostu miało być, abym nie zmieniła stylu życia i przypadkiem nie rozszalała się zbyt mocno tuż przed ambitnymi planami na przyszłość? Coraz częściej denerwuje mnie fakt, że nie jestem niezależna. Nienawidzę kogoś prosić, aby zawiózł mnie gdzieś i najchętniej chodziłabym na piechotę, ale do Shiocton mam 6 mil z buta, także pozdro dla mnie. Już nie wspomnę ile jest do Appleton. To naprawdę gówno prawda, że na zadupiach jest zajebiście, a w dużych miastach nie. Wiele bym oddała, żeby sobie być w chociaż takim 50 tysięcznym mieście. Po pierwsze mogłabym wychodzić, kiedy chce, nikogo nie prosząc o podwózkę, znajomi widzieliby gdzie mieszkam, a teraz kiedy mówię "County Road double F" to patrzą na mnie jakby dopiero wczoraj nową drogę wybudowali gdzieś w okolicy. Już nie wspomnę o tym, że co najmniej trzy razy w miesiącu nie ma neta na kilka dni. Poza tym szczerze mówiąc nie ma tu, co robić. I Lisa mi się dziwi, że cały czas siedzę w książkach, no ale sory? Co oprócz tego i obkupowania laptopa (czego oficjalnie mi nie wolno!) można robić na zadupiu, kiedy w promieniu 500m nie ma sąsiadów, a już nie wspomnę o jakichkolwiek ludziach w moim wieku? To naprawdę okropne z wielkiego miasta trafić na jakąś amerykańską peryferię. Cały czas próbuję pocieszyć się faktem, że w wielkich miastach najczęściej ludzie mają problem z rodziną, bo zawsze jest z nią coś nie tak, no ale jakoś średnio mnie to pociesza.
W poniedziałek był ostatni dzień Indiańskiej Jesieni, czyli nadchodzą deszcze, powoli zbliża się zima.


Niczego tak mocno nienawidzę, jak projektów, których mam pełno w tym tygodniu. Amerykanie naprawdę je kochają, a nie wiem, co jest w nich takiego fantastycznego. Strata czasu, bo 3/4 zamiast się przyłożyć, to odwala, byleby tylko mieć to za sobą. Denerwują mnie powroty school busem z tymi małymi potworami, bo nie dość, że drą japy ile wlezie, to jeszcze otwierają wszystkie okna na przestrzał, że czasami mam wrażenie, iż zaraz wiatr mnie wyssie. Nie wspomnę o tym, że we wrześniu przez nich miałam zapalenie ucha. Wpadłam na świetny pomysł wpychania słuchawek w uszy i takim oto pięknym sposobem unikam ponownego umierania z poczucia posiadania szpilek w uchu. Powinnam dostać nobla za kombinowanie, kreatywność, itp.

ps. Przez Dave'a nie cierpię Meksykańców. W moim wypadku to naprawdę bardzo śmieszne, bo sama jestem napływowa, haha. Nigdy nie miałam nic przeciwko ciemniejszym rasom, no ale teraz jak widzę jakieś Mexi Kids, to aż mnie coś strzela. Może to dlatego, że pomimo, iż mieszkają w USA, chodzą tu do szkoły, nadal nawalają po hiszpańsku! Coś takiego jak Cyganie w PL! Ostatnio przede mną stał jakiś Mexi Kid i nawijał z kolegą, który stał za mną. Kiedy przepuścił tego za mną przed siebie, nie wytrzymałam i powiedziałam kilka słów za dużo, na co jeden Amerykaniec skomentował "Jesteś exchange studentem?". Aż tak bardzo widać? :)

ps.2 Poryczałam się dzisiaj. Kiedy tu przyjechałam i dałam pierwsze rzeczy do prania, Dave wrzucił to wszystko do suszarki i moje cudowne rzeczy SKURCZYŁY SIĘ. Powiedziałam "nie wkładajcie moich rzeczy do suszarki". I co? Dzisiaj patrzę, a moje dwie koszule są mniejsze od trzeciej (takie same, ale inne kolory). Rękawy skurczone, koszule węższe, przez co rozjeżdżają mi się na biuście. Kur...^&%^&% nie chcę kląć, ale jak tak dalej pójdzie, to nie będę miała, co ubrać, bo już POŁOWA moich ciuchów jest skurczona, wliczając w to bieliznę. Naprawdę próbuję nie ryczeć. Próbuję.

środa, 5 października 2011

A czas płynie i płynie..

26/09/2011, poniedziałek.

Jak patrzę na swój plan tygodnia, to nie wiem, w co mam ręce włożyć. Może bez zbytnich opisów po prostu wypunktuję rzeczy wymagające większego nakładu energii.

- Test z Senior Studies. (Czeki, jak je wypisywać i tabele salda konta, inwestycje, podatki w USA, gdzie, co i ile procentowo idzie, paragrafy prawne dotyczące ukończenia 18 lat, prawa, obowiązki, kontrakty, praca, etc., karty kredytowe i credit score, czego nie umiem niestety przetłumaczyc na język polski. Swoją drogą świetnie jest sie uczyć czegoś, czego nie umiem nazwać po polsku, bo uczucie pt. "wiem o co chodzi, ale nie umiem sie wysłowić w swoim języku" jest nie do opisania. I wstyd sie przyznać, ale na temat polskiej bankowości nie wiem praktycznie nic, a amerykańską mam w małym palcu...) Dostałam 45/46pkt. (A), także pozdrawiam samą siebie. Hannah ma B, Karolina B-, więc kto bosuje? xD TAK, jestem próżna i żeruję na dzikiej satysfakcji, haha.
- Krzyżówka z biologii, w której rozumiałam CO TRZECIE słowo i z która problemy mieli ludzie wybierający się na medycynę/pielęgniarstwo, więc nie jest ze mną źle. Ale zrobiłam! :-D TRZY DNI mi to zajęło, BRAWO dla mnie.

28/09/2011, środa.

- Test z angielskiego. (Preparation. Myślałam, że polegnę na tym, ale się pomyliłam, hihi.)
- Esej na angielski.

29/09/2011, czwartek.

- Test z kinesiology (juhuu,  10 kartek A4 mięśni, gdzie się znajdują, jak nazywają, co jest ich ruchomym, a co nieruchomym złączem, jakie ruchy wykonują) Dostałam 34/33pkt. i zła jestem na siebie, bo były jeszcze inne extra kredyty, ale oczywiście mój słownik nie zawiera medycznego nazewnictwa i nie rozumiałam pytania, GRRR.
- Test z algebry. (Przez brak czasu nic się nie uczyłam i napisałam na 100%)

30/09/2011, piątek.

Miał być test z biologii, ale nie było, bo był dissmisal, więc o 12:10 cięliśmy do domu, a biologię mam po lunchu! Miałam mieć prezentację na Senior Studies, ale że klasa liczy 18 osób, to połowa nie zdążyła i Layson oczywiście wcale się nie wyrywał na frajera, aby przedstawiać w pierwszej turze, więc będę męczyć się w poniedziałek.

I HATE LIVING IN THE MIDDLE OF NOWHERE!!! Już trzeci raz w tym miesiącu nagle straciliśmy łącze ze światem. Akurat wtedy, kiedy potrzebowałam go najbardziej!

04/10/2011, poniedziałek.

- Prezentacja z Senior Studies. Pomijam fakt, że zasuwałam do klasy, a reszta czopków do tablicy i rzutnika (łącznie z Hannah, która porobiła sobie jakieś pomocnicze index cards, wtf?!), ale whatever. Pomijak fakt, że ich prezentacje zawierały w całości po 10 zdań, a moja dwie kartki A4 paplaniny. Trochę nerwów było, nie powiem. (Layson oczywiście musiał powypisywać milion specjalizacji doktorskich, których uczył się wymawiać cały weekend i ledwo opanował, ale to nic!) Zaskoczyło mnie, kiedy pod koniec lekcji Hayden podszedł do mnie i pogratulował świentej prezentacji, dobrego przygotowania, etc. To było naprawdę... miłe. 

4/10/2011, wtorek.

W czwartek mieliśmy niezapowiedzianą kartkówkę, która była zrobiona tylko po to, by na teście uzyskać extra credit. Osoby, które były przygotowane do sprawdzianu już w czwartek (test był zapowiedziany w środę, a miał się odbyć w poniedziałek) i nie zrobiły ani jednego błędu, otrzymywały jeden extra punkt. Takim oto sposobem mam 28,5/28pkt. Najlepsze jest to, że jako jedyna zaliczyłam ten sprawdzian, bo nauczycielka była strasznie zła i powiedziała, że klasa będzie pisała to jeszcze raz (co się w Ameryce nie zdarza, ponieważ tu nie ma czegoś takiego jak poprawa sprawdzianu), gdyż wszyscy oblali. I wiecie jaki jest tego efekt? Zobaczcie:


Myślałam, że wyciągnięcie biologii zajmie mi dłużej, a tu proszę. Pełnia szczęścia. Dyrektorka wręczyła mi Chief Card (identyfikator dla najlepszych uczniów upoważniający do opuszczenia szkoły po 7 lekcji, a nie 8, tak jak wszyscy).
Kategorycznie muszę zmienić poziom matematyki, bo prawie śpię na lekcji. Toootalne nudy i nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale (czytaj uważnie, tato!) matematyka tu jest dla mnie zbyt prosta. Najchętniej podwyższyłabym sobie poziom już teraz natychmiast, ale niestety wiąże się z tym zmiana planu zajęć, który lubię lub zmiana nauczyciela, którego uwielbiam, więc przemęczę się do końca semestru i w drugim półroczu wezmę AP Calc. Jakie plany na następny semestr? AP Calc, AP Biology i myślę, że AP Chemistry + Physics. English & Spanish i będę szczęśliwa.

5/10/2011

Miałam test z hiszpańskiego i wczoraj miałam taaaakiego lenia, że nie chciało mi się uczyć. Myślałam, że dzisiaj obleję i co? Maks. Skończyłam pisać sprawdzian zanim nauczyciel skończył czopkom tłumaczyć, co mają robić w poszczególnym zadaniu. Kiedy zobaczył, że siedzę i się nudzę, stwierdził, że "no tak, dla Ciebie to pestka, skoro 4 językami władasz!". Przez resztę lekcji nie mogłam powstrzymać śmiechu i myślałam, że się zleję, bo Tommy oczywiście nie mógł utrzymać zamkniętej jadaczki.
Na historii męska część klasy zamiast pracować, okupowała google translator i próbowała mówić do mnie polskimi zdaniami, co wyglądało mniej więcej tak "dżag sje mas?". Słucham, słucham i próbuję zrozumieć, aż w końcu olśnienie "aaaa, how are you?" "yeaa!". To było zabawne, słodkie, jakkolwiek nazwać - śmieszne.

Jutro mam test z kinesiology, więc lecę się uczyć. Następny post dodam w weekend albo w nadchodzącym tygodniu i zamieszczę informacje o przygodzie ze szczepionkami, pielęgniarkami, itp. Kolejna dawka szoku i ogromnych różnic pomiędzy PL, a US.

niedziela, 25 września 2011

Homecoming!

Podczas pobytu w Stanach zdecydowanie wyrzekam się oświadczenia "Po tym, co się stało, już nic mnie nie zadziwi". Bzdura! Otóż zadziwi. Trzy dni temu przekonałam się o tym na własne oczy. Niczego świadoma wysiadam ze school bus i co? Szok, który zwalił mnie z nóg. Cała szkoła obrzucona była papierem toaletowym! Drzewa, krzewy, trawa, dosłownie wszystko! Sami zobaczcie:




Do tego jeszcze wszystkie okna były pomalowane specjalnymi markerami. (Amerykanie nie używają sprejów, mają specjalne zmywalne markery do pisania po szybach.) Za wszystkim stoją seniorzy, bo to ich ostatni rok w szkole i zawsze oni piszą się na tą nielegalną rozrubę przed homecoming. W piątek przyjeżdżam do szkoły i co? TO SAMO! Z jeszcze większą częstotliwością i był mały problem, bo lekki deszcz w nocy popadał, więc papier namókł, także możecie sobie wyobrazić, co się działo. Rozmawiałam z jedną dziewczyną i powiedziała, że od dwóch dni jeździ do szkoły school busem, bo wolała zabezpieczyć swoje auto przed lekkim zdewastowaniem (owijają auta w papier toaletowy i malują markerami szyby wraz z lakierem) i owinęła je w folię do pakowania, HAHAHA. To jeszcze nic! Niektóre domy były poobrzucane papierem. (Tak dla funu lub gdy ktoś kogoś nie lubi, czego przykładem są moi hości, gdy Cassie była jeszcze w HS, jakaś dziewczyna ze swoimi psiapsiółami obrzuciła dom papierem, w nocy padał deszcz i potem państwo B. mieli problem z usunięciem tego. :-)) A wszystko dlatego, że Cassie umawiała się z chłopakiem, który podobał się tej uprzejmej dziewczynce.)




Piątek był dniem wolnym od zajęć, gdyż na ich miejsce mieliśmy homecoming activities. Sporty, dekoracje, zabawa i kupa śmiechu. Pomijam fakt, że cały dzień namiętnie uciekałam przed balonami, ale to nic. Było bardzo fajnie. Śmiesznie przede wszystkim, wyłączając fakt, kiedy ktoś z seniorów bez zgody pomalował czyjeś auto i potem dyrektorka tak się zdenerwowała, wszczęła rumor, że uch! Jeszcze nikt nie widział jej w takim stanie! Trzaskała drzwiami, prawie odwołała całą imprezę i zarządziła lekcje! W międzyczasie, gdy siedzieliśmy w klasie, do high school office zostały wezwane 3 osoby, a mój czarny ulubieniec wyskoczył z tekstem "to już wiemy kto to zrobił", wszyscy w śmiech (pomimo powagi sytuacji), a jeden chłopak, który wychodził "tak, ja to zrobiłem, przyznaję się, sory!". Taką ironią zasunął, że nawet nauczyciele go upomnieli, to było dobre. Potem wszystko się jakoś wyjaśniło i zabawa szła dalej. Nauczyciele nakręcili bardzo, ale to bardzo śmieszny filmik. Poubierali peruki, poprzebierali się, śpiewali, nadawali bzdury, ogólnie taki śmiech z nich był, że masakra. Nie wyobrażam sobie naszych super statecznych nauczycieli w Polsce w takiej akcji! Sory, ale nie ten klimat niestety. Kolejne w kolejce było karaoke. (Tu nie jest tak, jak w Polsce, że wszyscy nalewają się z nieszczęśników na środku sali. Możesz piszczeć i rysować szyby głosem, a i tak wszyscy będą Ci kibicować!) 




Pod koniec imprezy była najlepsza jej część! Tydzień poprzedzający homecoming jest tygodniem przebieranek. W poniedziałek każdy ubierał się w kolory swojego rocznika (seniorzy mieli czerwony, mój ulubiony na moje szczęście!), wtorek był hawajski (tak, kokosy chodziły po szkole i hawajskie spódniczki nawet na męskich tyłkach :-P), środa staruszków (balkoniki, kule, laski, siwe peruki, okulary, etc.), czwartek policjanci vs. złodzieje, a piątek w kolory szkoły (biało-zielone). 






Każdego dnia wygrywa najlepiej przebrana osoba i dostaje nagrodę. Jaką? Otóż na homecoming activities mogli na oczach całej szkoły przywalić ciastem w twarz nauczyciela! To było niesamowite! Całe twarze mieli zalane w białym lejącym się cieście i nikt z tego nie robił awantury! W Polsce by to nie przeszło. Na dodatek sami z siebie jaja sobie robili, bo pierwsza poszła kobieta i nałożyła na siebie worek na śmieci, aby nie ubrudzić ciuchów. Drugi szedł facet od informatyki, wygląda jak Antonio Banderas, ale ma dłuższe włosy (do żuchwy) i nagle z kieszeni wyjął czepek do kąpieli, bo jego włosy to świętość i nie mogły się ubrudzić, HAHAHA. Założył go i oberwał! Oto on:

Następny szedł nauczyciel muzyki (jeden z najbardziej jajowych) i kiedy dziewczyna przymierzała się do celu, on nagle skoczył w jej stronę i zaczął wykonywać ruchy jak bokserzy na ringu, HAHAHA. Nagle wszyscy zaczęli krzyczeć, aby był mężczyzną, nie robił uników i przyjął to na klatę, po czym ciasto zalało mu buźkę. :-D
Następny był mój ulubieniec od kinesiology i aż żałowałam, że nie dowiedziałam się wcześniej o tych przebierankach, to bym pojechała wcześniej do Halloween storage i gdybym wygrała ze strojem policjantki, mogłabym mu za friko przyłożyć w twarz! To by było coś. Michelle tak mu przywaliła, że zaraz po musiał po męsku strzepać lepkie ciasto ze swych brązowych oczek. :-D W ogóle jak szedł na środek sali to sam niósł ciasto i chciał je wręczyć Michelle, lecz ta się nie dała wrobić, bo przewidziała, że tak naprawdę piękniś po prostu chce jej przyłożyć nim w twarz. :-D Wypięty Benio w akcji:

Potem była baaardzo długa parada przed szkołą. Straż pożarna, policja, nauczyciele, uczniowie. Mnóstwo aut, mnóstwo ludzi, słodycze wraz z koralami latające po ulicy, lans za kółkiem i popisy chłopaków, co to potrafią zrobić z silnikiem, phi. :-) Było świetnie! Pod koniec dnia był wielki mecz footballu, a następnego dnia wieczorem homecoming dance. Kilka zdjęć ściągniętych z facebooka z młodszymi rocznikami, bo Seniorzy wozili się swoimi autami:





TAK SIĘ BAWI, TAK SIĘ BAWI  A-ME-RY-KA!

Gdzieś w środku dnia był czas na jedzenie i w ooooogromnej kolejce spotkałam przewodniczącego szkoły (nie wiem czy tak go mogę nazwać, ale on prowadzi wszystkie szkolne imprezy) Aarona, który dwa lata temu był na roku szkolnym w Niemczech. Ucieszył się, bo wymieniłam z nim kilka zdań po niemiecku, pochwalił się, że był rowerem w Polsce. (rozwalilo mnie to. xD) Kolejny strasznie pozytywny egzemplarz.
Rozważam wyprawę na koncert Pitbulla, bo przyjeżdża w październiku do Milwaukee, ale cholera jasna nie lubię koncertów przez te tłumy rozwrzeszczanych ludzi! Chociaż z drugiej strony Ameryka jest moim rokiem z serii "mój pierwszy raz w życiu" łamane na "tu wszystko się zaczęło", więc czemu nie zaszaleć? Jestem tu niecały miesiąc, a już tyle niepodobnych do mnie rzeczy się zadziało, że szok. :-D Zapomniałabym wspomnieć, że planuję na halloween przebrać się za czerwonego teletubisia, czego w Polsce nigdy bym nie zrobiła. (Hannah, Karolina i Brazylijczyk też chcą to zrobić, więc mamy komplet.) W międzyczasie dowiedziałam się, że Soulja Boy rzadko przyjeżdża do Wisconsin (a praktycznie wcale), także jeżeli uda mi się tu zaliczyć jego koncert, to znak, że rzeczywiście jestem dzieckiem szczęścia (mówię jakbym się jeszcze nie przekonała o tym wystarczająco). W innym wypadku przeprowadzę koczowniczy tryb życia w poszukiwaniu miejsca, gdzie mogłabym go usłyszeć i zobaczyć na żywo. <3

czwartek, 22 września 2011

Klasy, śmieszności i dzieciaki.

Nie pamiętam, abym się w Polsce tyle uczyła i ależ owszem, tutaj czuję się kujonem. Kolejna dosyć dziwna różnica. Nasi nauczyciele kochają robić sprawdziany z tysiąca kilometrów materiału w podręczniku, a tutejsi robią je CO TYDZIEŃ. Co się z tym wiąże? Musisz być na bieżąco. Nie dość, że non stop powtarzasz, to jeszcze nie robisz sobie zaległości. Pamiętam jak kiedyś miałam w Polsce sprawdzian z historii Z POŁOWY podręcznika. Nie zapomnę też tego, jak kilka razy z rzędu siedziałam do 5 rano z biologią, bo miałam sprawdzian albo próbną maturę. I też nie umyka mej uwadze to, że pomimo, iż uczyłam się tyle godzin, nigdy do maksa nie brakowało mi 1,5-2pkt., a tutaj tak właśnie jest. Notabene osiągnięć szkolnych.. ostatnio miałam napisać na historii list jako imigrantka w 1900r. Nawet nie wiecie jaka byłam z siebie dumna, kiedy Lisa sprawdziła mi go i powiedziała, że znalazła tylko dwa błędy! (Źle dobrany przymiotnik i brak jednego przecinka. Tak moi mili, powoli kminię, gdzie w angielskim stawia się przecinki! :-D) Poprosiłam ją o poprawienie błędów i od razu zaznaczyłam, że zapewne jest tam ich mnóstwo, na co ona po przeczytaniu stwierdziła "Ale tutaj nie ma co poprawiać." To był szok, zero błędów gramatycznych! Otrzymałam A, 35/35pkt. i komentarz "excellent letter", hihi. :-) Potem na lekcji zacyniłam, bo wiedziałam, gdzie jest Tunezja (haha), czyją była kolonią i jaka wiara dominuje. Dziwili się, że wiedziałam o wojnie secesyjnej, a kiedy im powiedziałam, że polska podstawa materiału obejmuje historię Polski i świata, to byli pod wrażeniem. Ze sprawdzianu z historii mam 24/26pkt., z Senior Studies za dwa projekty dostałam double A, hejhoo!
W szkole jest tyle śmiesznych sytuacji, że aż zaczęłam je notować. Kilka z nich:

(Senior Studies)
Ms. Schneider: In collage is cool to be weird.
Chłopak za mną: Do you wanna bananna or...?
*nagle zapadła cisza w klasie*

Nauczycielka uczyła nas jak wypisywać czeki i tabele salda konta, Kyle poszedł do tablicy pokazać jak się to robi i napisał: "pay to the order of flee farm" HAHAHA. Potem poprawił na "fleet farm". Myślałam, że pęknę ze śmiechu. Pewnego razu Aaron został przyprowadzony przez ochronę do klasy i niestety nie miał pass, więc Ms. Schneider była zmuszona do napisania skargi do sekretariatu, a brzmiała ona następująco: "Aaron przyszedł na lekcję bez pass, a Kyle Coenen powiedział "cześć". xD Na angielskim mieliśmy napisać historię bez użycia prepositions i Tommy napisał cudowne opowiadanie: "Tony has a beautiful car. Tony drives fast. Car is red. " I tego typu mądre zdania. Nie wiem czemu, ale głos tego chłopaka i usposobienie zawsze przyprawiają mnie o ból brzucha powodowany śmiechem. (Na hiszpańskim siedzi na podłodze za mną, bo nie ma dla niego ławki, haha.) Bardzo pozytywny jest. Ostatnio nalewaliśmy się z nauczyciela od hiszpańskiego i uwydatnialiśmy różnicę między angielskim "bicycle" a hiszpańskim "bicicleta". xD Na angielskim jest 20 osób, a w tym tylko 4 dziewczyny i moim szczęściem największe młotki siedzą obok mnie, a potem zawsze, gdy nauczycielka coś mówi, kiedy my piszemy cokolwiek, to podnoszę głowę w górę, by sprawdzić czy przypadkiem nie jestem przez nich w kłopocie. Pomijam fakt, że powoli stają się moimi fanami, bo ostatnio rozwalili pół lekcji tylko dlatego, że próbowali wyciągnąć ode mnie, co słychać, a ja próbowałam nie reagować i grzecznie słuchać nauczycielki, ale średnio mi to wychodziło, kiedy 30cm obok nadawali o tym, jakie to moje buty są wysokie, jak ja mogę na nich chodzić, czy jestem modelką i czy w Europie/Polsce/mojej szkole inni też się tak ubierali, bo tu jestem jedyna. Są tak postrzeleni, że aż poprawiają mi humor. ("Ms. Tetzlaff zauważyła Pani, że wszyscy w klasie mają żółte zeszyty?" Tylko, że ja mam czerwony, więc jakie wszyscy?) W środę mieliśmy dzień starców i uczniowie mieli przebrać się za starych ludzi. Layson oczywiście się wyłamał, bo nie był w stanie aż tak poświęcić swojego image, aby założyć na głowę siwą perukę, ale Jacob pobił wszystko i wszystkich. Przyszedł do szkoły w sukience i miał biust. Jak go zapytałam czy zaaplikował implanty i zmienił płeć, to się oburzył i powiedział, że ma biustonosz! (to była prawda) Do tego miał siwą perukę po ondulacji i okulary, pomalowane oczy i usta, hahaha. Na kinesiology, kiedy zrobiło się cicho, usłyszeliśmy jakiś szum i jeden chłopak stwierdził, że to przez specjalne szpary w suficie, a cała klasa twierdziła, że przez wentylatory, na co ten wstał, podszedł pod jeden z nich, rzucił długopisem o sufit i kiedy nic się nie stało, stwierdził, że "nie, to nie jest wentylator", HAHAHA. Oni naprawdę są nienormalni. Zdjęcia szkoły:

Algebra

(dwóch moich ulubieńców. Cody szalony TRASH i żółty footballista!)




 (Mr. Funk w tle)

Angielski





Kinesiology

(Caleb, Isabell, Mandy i z tyłu piękny Benio)



(zwróćcie uwagę na te papierosy, haha)


Historia






(jeśli kiedykolwiek narzekałam na wielkość polskich podręczników,
to przepraszam, cofam to!)

Hiszpański



Zapomniałam zrobić zdjęć klasy od biologii.

W końcu zaczęłam ubierać się jak ja. Tak, powróciłam do szpilek i "stop bluzom i wszystkim luźnym rzeczom" stylu. Jaki odzew ze strony Amerykanów? "Kocham Twój styl", "Ubierasz się bardzo kobieco!", "Jesteś modelką?", "Jak Ty to robisz, że tak chodzisz na takich butach?", "Podziwiam Cię, ja już dawno złamałbym/abym kostkę". Nawet ostatnio nauczyciel wfu (Mr. Schmidt potocznie nazywany Mr. Shit, który jednak mnie nie uczy) zaczepił mnie na korytarzu na pogawędkę o obcasach. Student counselor jest moją fanką i na początku roku dzień w dzień wypytywała mnie, kiedy zacznę przychodzić do szkoły w obcasach, a dyrektor szkoły dzisiaj pochwaliła mnie za chód. Miło z ich strony, w Polsce byłam obcinana z góry na dół. :-) Na lotnisku w Chicago od razu po wyjściu z samolotu zaczepiły mnie trzy osoby i zaczęły podziwiać/chwalić/gawędzić o moich butach i tym jaka to jestem szczupła.
W środę kupiłam sobie ciuchy z logiem szkoły. Niestety musiałam to zrobić, nie byłabym sobą. Oczywiście co? Rozmiar L w dziale DZIECIĘCYM. (dział dziecięcy to wiek dzieci od 2-10lat, pozdro dla mnie). Poprosiłam panią, aby zamówiła mi spodnie do bluz i białe koszulki (kupiłam szarą, ale niezbyt mi się podoba, nie lubię szarego). Przed wyjazdem będę musiała zaopatrzyć się z długopisy, smyczki itp. gadżety. Wahałam się nad kupnem PIDŻAMY z logiem mojej szkoły, no ale... nie śpię w piżamach. xD Kupię sobie na zimę szalik i czapkę. Mam nadzieję, że dowiozą na kolejne sezony bluzy z nazwą danego sportu, bo samo "Shiocton Chiefs" średnio mnie satysfakcjonuje, kiedy pół szkoły chodzi w dresach "Shiocton Chiefs Football/Basketball/Softball/Voleyball". W środę na kinesiology poszliśmy na salę pograć w kosza i Layson zacynił. Czyste rzuty do kosza i "woow, grasz w kosza?", "nie, miałam wf z chłopakami i chodziłam z koszykarzami do klasy". W ogóle mój kochany Mr. Benio jest kłusownikiem! Już go nie lubię. Swoją drogą Shiocton jest sławne z polowań. A co do pana murzyna z kolcem w uchu, który śmieszy mnie ze swoim przyjacielem żółtym.. w niedzielę byliśmy na obiedzie w restauracji i spotkałam go. Pracuje tam jako kelner. W środę przyszedł do szkoły ze starą walizką podróżną. W ogóle śmiesznie było chodzić między tłumem młodych staruszków, bo dzieciaki pozabierali dziadkom kule i BALKONIKI, i zasuwali z tym po szkole, haha. To było przerażające.
Dzieciaki (1/5 młotków) chciały zdjęcie:

(przygotowanie)

(Ana, zrób zdjęcie!)

Z soboty na niedzielę spały u nas dzieci Ashley, Parker i Reagan. Ile wrzasku i bałaganu było w domu, to brak słów. Nie wiem, jak tego dokonałam, ale nie zwariowałam, a do tego zaskarbiłam sobie uwielbienie maluchów (4 i 2 lata). Kiedy tylko szłam na górę, zaraz powstawał wrzask pt. "Aniaaaaaa, where are you?!"





(Nikt z rodziny przez rok nie mógł tego ułożyć. Ja ułożyłam w 10min.
Lisy komentarz: "Bo Ty wiesz, jak zamki wyglądają, widziałaś je!"
Dave: "A może po prostu ma lepszą wyobraźnię przestrzenną?"
Parker: "Tak, ma lepszą wyobraźnię!")

Jeszcze muszę dopisać notkę na temat Labor Day, bo zapomniałam o spotkaniu integracyjnym z wymieńcami CCI. Kilka śmiesznych rzeczy było (pomijając fakt, że zatrułam się papryką). Dziś przeżyłam szok w szkole, ale o tym napiszę po homecoming, bo Emily ma mi przesłać zdjęcia sprzed lat, gdyż dziś nie zabrałam ze sobą aparatu do szkoły i ominęła mnie super okazja do sfotografowania różnic między U.S a PL. To było naprawdę coś! Następną notkę dodam pewnie w niedziele. :-)